Laposa Somlo Juhfark 2011

dnia

somlo

Gdy kilka lat temu przeczytaliśmy tekst Marka Bieńczyka o winach Somlo, od razu wiedzieliśmy, że musimy ich spróbować. Zdobycie choćby butelki okazało się jednak nie takie proste, co zresztą dodatkowo nadawało smaczku całemu wina pożądaniu. W sukurs przyszedł nam w końcu znajomy z Węgier, który przywiózł szomlońskiego Juhfarka. Celując tym samym w „dziesiątkę”, wszak szczep to podobno najbardziej z tamtejszej apelacji charakterny, specyficzny i prawdziwy. Kolega jest też fotografem, więc z winem przyniósł i aparat – dzięki czemu notkę okrasić możemy zdjęciem trochę bardziej profesjonalnym.
Musimy przyznać, że dotychczas żadnej z naszych degustacji nie towarzyszyła taka ekscytacja. Dzięki której cmokanie nad tym winem było jeszcze ciekawszym, przyjemniejszym i bardziej radosnym przeżyciem. Co, idąc w parze z przeświadczeniem, że oto pijemy coś niecodziennego,  niewątpliwie wpłynęło na wysokie noty. Nie ma w tym jednak nic złego – w końcu w piciu wina o taką właśnie otoczkę chodzi nie mniej niż o smak czy aromat.

Wino ma jasnożółtą, zielonkawą, może nawet bladą barwę. Sprawia przy tym wrażenie, jakby było źródlanie czyste. Na kieliszku zostawia trochę „tłuszczyku”.

somlo_zamieszanie

Aromat jest skalisty i zupełnie pozbawiony owocu. Na swój sposób świeży, choć jednocześnie miękki. A na pewno mineralny. Jest to jednak mineralność słona – zupełnie jakby wąchać kryształy soli. Wino pachnie w sposób zdecydowany i intensywny, co jednak nie ułatwia zadania adekwatnego ubrania w słowa wrażeń przez aromat wywoływanych. M. upiera się przy – pozytywnej, ale jednak – nucie „amoniakowej”, z czym E. zdecydowanie się nie zgadza. Niemniej, zapach jest na pewno bardzo dobrą zapowiedzią smaku, z którym – jak się okazuje przy pierwszym napełnieniu kubków smakowych – zgodnie idzie w parze.

ustach bardzo wyraźnie czuć ziemię, a raczej skalistość. Oraz ten wygasły wulkan, na zboczach którego wzrastało degustowane wino. Jesto ono przy tym mineralne, choć inna to mineralność od dotychczas przez nas doświadczonej. Według M. sprawia ona wrażenie podbitej pieprzem. Wino jest bardzo wytrawne i istotnie obejmuje kubki smakowe, nie zostawiając w nich ani krztyny miejsca na jakikolwiek kompromis. Niezwykle konkretne; nie owija w bawełnę, a nawet wali prosto z mostu – ale też tanio i nachalnie się nie narzuca, ani nie kokietuje; jest w nim paradoksalnie dużo subtelności. Czy raczej: dostojności. Wysublimowania. Sporo w nim kwasowości, acz wspaniale wyważonej. Choć przez większość czasu wydaje się, że owoc jest nieobecny, to można odnieść wrażenie, że czasami gdzieś tam z tyłu się wyłania – ale tylko po to, żeby nadać swego rodzaju gładkości i podkreślić pełnię wina. Finisz długi i o arcyprzyjemnym przebiegu.

Nie ma co ukrywać. Wino nie tylko sprostało naszemu entuzjazmowi, ale z łatwością zdołało nas porwać, urzec swoją opowieścią. Dało to, czego na ten moment w winach białych chyba poszukujemy. Co jest nie lada sztuką, bo właściwie nadal brakuje nam słownictwa, by dokładnie określić, czego szukamy tak naprawdę. Dlatego guziczki sypią się szczodrze: 95 od E. i 98 od M.

somlo_kieliszekMetryczka

Kraj: Węgry

Producent: Laposa

Szczep: Juhfark

Rocznik: 2011

Zawartość alkoholu: 13%

2 Komentarze Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s