Rowerem przez Luksemburg (część II)

dnia

luksemburg5

Kontynuując rowerową przejażdżkę po luksemburskiej dolinie Mozeli, zjeżdżamy do drogi biegnącej wzdłuż rzeki, by za chwilę dotrzeć do stolicy kantonu, miasta Remich, które niestety rozczarowuje. Jest raczej nudne, winnych akcentów tutaj jakoś mało, a podstawową i jedyną rozrywką odwiedzających jest wygrzewanie się w jesiennym słońcu na tarasach knajp. Kolejny raz od głównej drogi warto odbić w kierunku miejscowości Greiveldange, by później przejechać do Lenningen i dalej do Ehnen (to właśnie od degustacji Grand Premier Cru z tej miejscowości zaczęła się nasza kronikarska przygoda z Luksemburgiem). Urocze, ładnie położone wśród winnic wioski wydają się jednak martwe pod względem degustacyjnym czy zakupowym. W Ehnen mieści się też muzeum wina – które tej październikowej soboty było, a jakże, zamknięte. Sam odcinek jest też dość ambitny rowerowo, bo składa się niemal wyłącznie ze wspinaczki.

luksemburg9

Skoro już zasygnalizowany został ten temat, warto omówić krótko prosty system klasyfikacji win luksemburskich. Apelacja jest jedna (Moselle Luxembourgeoise), a wino może być dodatkowo opatrzone klasyfikacją zależną od punktów przyznanych przez oficjalną komisję degustacyjną (to musi być robota!). Skala jest dwudziestostopniowa, a rozmowa zaczyna się od 12 punktów. Wówczas wino może być sprzedawane jako Marque Nationale, co oznacza też, że zostało ono wyprodukowane w całości z gron luksemburskich (nam udało się jednak trafić na chyba istotny wyjątek od tej reguły – wspomniana już Charta Schengen opatrzona jest określeniem Marque Nationale, a przecież cała idea tego wina polega na tym, że wytworzone jest ono z gron luksemburskich, francuskich i niemieckich). Gdy wino otrzyma przynajmniej 14 punktów, łapie się do klasyfikacji Vin Classe. Szesnaście punktów to już Premier cru, a przynajmniej 18 – Grand Premier Cru. Klasyfikacja ta nie ma oczywiście nic wspólnego z francuskimi (Grand) Premier Cru, lecz mimo budzenia pewnej semantycznej konfuzji, nam jej prostota przypadła do gustu.

luksemburg3

Między Ehnen a Grevenmacher (stolica drugiego winnego kantonu) nie dzieje się zbyt wiele, można więc wreszcie trochę przycisnąć bez rozpraszania się. Szybszej jazdy wychodzi ledwie 10 kilometrów i już docieramy do anonsowanego wcześniej Grevenmacher. Jest to kolejne miasteczko, z którego można dostać się mostem przez Mozelę do Niemiec. Implikuje to obecność wielu ogromnych stacji benzynowych. Jest też kolejny, duży sklep z winem, należący do spółdzielni. Okazuje się jednak, że wybór jest z grubsza taki sam jak w Wellenstein. Warto natomiast zajrzeć chociaż na chwilę do najpopularniejszych w miasteczku piwnic Bernard-Massard.

luksemburg7

Ostatni, mniej więcej siedmiokilometrowy, luksemburski odcinek Mozeli postanowiłem obejrzeć z perspektywy Niemiec. A może też kupić tutaj jakieś wino. Infrastruktura rowerowa jest jeszcze lepsza, ale na tym właściwie atrakcje się kończą. W nielicznych miasteczkach nie ma dosłownie nic – choć w końcu udało się w Oberbillig trafić do skromnej piwnicy (garażu) pana Arnolda i kupić tańszego Elblinga. Natomiast wizyta w Wasserliesch nie może nie być bezpłodna. Wracamy więc do Oberbillig, skąd przeprawiamy się promem z powrotem do Luksemburga, do miejscowości Wasserbillig, znanej w Wielkim Księstwie z trzech powodów. Po pierwsze, mieści się tutaj największa w państwie stacja benzynowa. Po drugie, jest to najniżej położony punkt w kraju (130 m. n. p. m.). Tutaj też kończy się luksemburski odcinek Mozeli (dalej na północ ciągnie się już mniejsza rzeka Sauer) – pora więc wracać. Przyznać też trzeba, że trasę z Grevenmacher do Wasserbillig spokojnie można sobie odpuścić. Coraz bardziej industrialne krajobrazy raczej nie cieszą oczu, a o innych atrakcjach też lepiej zapomnieć.

luksemburg1

Odbiwszy od doliny, raczej nie trafimy już na wiele miejscowości związanych z winem. Miłym wyjątkiem jest skąpane w winnicach, urocze Gostingen (na wysokości Ehnen). Poza tym jednak krajobraz zmienia się dość radykalnie na bardziej leśny, łąkowy i polny. I niezwykle pagórkowaty – droga aż do samej stolicy zdecydowanie nie należy do najłatwiejszych.

luksemburg4

Podsumowując, dolina Mozeli wydaje się świetnym miejscem do rozpoczęciarowerowego zwiedzania winnic. Odcinek luksemburski jest płaski, dość krótki, niezwykle ciekawy, a i cieszy oko. Co nie mniej ważne, cały czas asekurowani jesteśmy bliskością stolicy – która zawsze będzie w promieniu mniej więcej 30 km. Zdecydowanie warto zajrzeć do Schengen, Wellenstein i Ehnen – niemniej nawet większe Remich i Grevenmacher potrafią winiarsko i turystycznie ucieszyć. Nie ma chyba przesady w stwierdzeniu, że wina luksemburskie są nie tylko ciekawostką, ale też czymś w rodzaju ukrytego skarbu. Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że właściwie trzeba się pofatygować na miejsce. Ale zdecydowanie warto: wpaść i dać się zaskoczyć, że ten z pozoru nudny narodek może mieć tak przyjemnego fioła na punkcie wina.

luksemburg8

5 Komentarzy Dodaj własny

  1. klf pisze:

    Może wrzucilibyście dla kontrastu zdjęcie tej największej stacji benzynowej w kraju bo to bardzo ciekawe.

    1. miewmach pisze:

      Jest tak ogromna, że aż nie zmieściła się w kadrze 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s