Vivat Somló! Vivat Kolonics!

dnia

kolonics_winnica

Wreszcie udało nam się dotrzeć do tej małej Ziemi Obiecanej, niemal legendarnego już Somló. Zanim jednak popełnimy zbiorczy wpis z serii „Rowerowe winobranie”, na szczególną uwagę zasługuję nasz gospodarz, Károly Kolonics (o którym dowiedzieliśmy się z nieocenionego przewodnika Vinisfery). O nocleg w Somló rzeczywiście nie jest łatwo, a pan Károly, owszem, prowadzi nie za duży, wypełniony świetną atmosferą pensjonat. Długo by pisać o tym, jak świetnym i otwartym jest człowiekiem. O tym, ile serca wkłada w swoje Somló (czas dzieląc też ostatnio na Tokaj i życie w Budapeszcie). O świetnej degustacji w piwnicy, podczas której dowiedzieliśmy się tak wiele o winie, ale też poznaliśmy trochę mniej oficjalnych, czasem wzruszających historii. O wspaniałej żonie pana Kolonicsa i wyjątkowej jajecznicy z cukinią, którą nam przyrządziła na śniadanie. O palince domowej roboty, którą pan Károly zaserwował nam do tegoż śniadania w takich ilościach, że w sumie o 8 rano byliśmy już (a nie: jeszcze) na rauszu. O tym wszystkim pisać bez wątpienia warto i przyjdzie na to czas.

Do Somló dojechaliśmy wczesnym wieczorem, co samo w sobie stanowiło idealną okazję do tego, by lekko się odświeżyć i przystąpić do pierwszej degustacji. Może nieprzesadnie obiektywnej, bo towarzyszyła jej ekscytacja, że oto już się to dzieje, że jesteśmy na miejscu i czerpiemy ze źródła. Tym niemniej, wrażenia spisaliśmy takie.

Hárslevelű 2010
(12,5%, 2000 HUF, tj. ok. 28 zł)

kolonics_harslevelu_2010

Po pięcioletnim winie widać, jak ładnie Somló potrafi dojrzewać. Barwa jest ciepła, miodowa i nasycona. Aromat z kolei na wstępie wydaje się delikatny, by w miarę otwierania się wina rozwinąć opiewaną przez fanów regionu mineralność. Zgodnie określiliśmy go jako elegancki. W ustach wino nas po prostu zachwyciło, ale też obezwładniło w kwestii artykułowania doznań i myśli. Wydaje się, że tu jest wszystko (może poza owocami, bo jeśli czuliśmy delikatne cytrusy, to chyba jednak na siłę i nietrafnie). Elegancka mineralność i kamienie, trochę kwasowości. Wapienna, szorstka faktura. I genialny finisz. Wino, jesteś piękne, trwaj. 95/100 od E. i 92/100 od M.

Juhfark 2012
(13%, 1500 HUF, tj. ok. 22 zł)

kolonics_juhfark_2012

Flagowy szczep Somló, choć podobno bardzo trudny w uprawie. Nazwę tłumaczyć można jako „ogon owcy”, co oddawać ma kształt kiści, charakteryzującej się zaskakującym stopniem wygięcia. Z drugiej strony, niektórzy nie bez racji chyba twierdzą, że kwestia odmiany w tym regionie jest raczej drugorzędna, bo jednak na pierwszym planie jest gleba. Barwa już oczywiście nie jest tak nasycona jak we wcześniej degustowanym Hárslevelű, ale nadal całkiem ciepła i pełna. Ot, taka cytrynka. Nos intensywnie mineralny, a przy tym trąci – zwłaszcza wg naszego towarzysza podróży [sformułowania „towarzysz podróży” nie sposób nie okrasić tym linkiem, jakkolwiek by tu nie pasowało] – sianem. W smaku oczywiście dominuje mineralność, która jest może jednak mniej intensywna niż w poprzednio degustowanej flaszce. Jest jednak bardziej wyeksponowana: zupełnie już na próżno szukać tutaj jakiegoś owocu (i dobrze!), niełatwo też o kwasowe nuty. Nie jest jednak tak, że wino czochra kubki smakowe niemiłosiernie: jest w nim jakieś gładkie, trudne do określenia wychylenie; krągłość jakaś. Wizyta w Somló sporo nas nauczyła. Nauczyła nas również, jak niewielki sens ma ocenianie win. Bo chociaż ocena będzie podobna (95/100 od E. i 91/100 od M.), to jednak z innych: mniej ekstraktywnych, a bardziej mineralnych powodów.

Później degustowaliśmy jeszcze Juhfarka z 2013 roku i co tu dużo mówić: też wypadł genialnie.

Furmint 2013
(13%, 1500 HUF, tj. ok. 22 zł)

kolonisc_furmint_2013

Szczep kojarzony głównie z Tokajem, również w Somló uprawiany z powodzeniem. Podobnie jak w przypadku poprzednich win, barwa jest raczej intensywna i soczysta; cytrynowa. Tutaj jednak w nosie czujemy już jakieś owoce, ciekawie współgrające z mineralnością. Która poważnie, naprawdę poważnie nabiera sił w miarę otwierania się wina. Chyba z takim aromatem dotychczas kojarzylibyśmy Somló. Bardzo ucieszył nas również smak wina. Na początku wydało się bardzo rześkie, o sporej dozie kwasowości, ale też z wyraźną, toutes proportions gardées, owocową nutą. Mineralność odmieniliśmy w tym wpisie chyba już przez wszystkie przypadki (może jeszcze pozostało tylko wykrzyknąć: o, mineralności!), więc nie będziemy już pisać, co gra w tym winie pierwsze skrzypce. Napiszemy jednak, że finisz jest wcale fascynujący i sprzyja zadumie. Z ocenami idziemy równo, więc 96/100 od E. oraz 92/100 od M.

Wyboru win dokonywaliśmy sami, stopniowo lecz z ochotą opróżniając kuchenną lodówkę. Pan Kolonics był zmęczony całym dniem pracy i na degustację zaprosił nas następnego wieczoru. Jakimś cudem ominęliśmy więc Olaszrizlinga z 2013 roku. Tylko po to, by następnego dnia w sklepie Evy Cartwright dowiedzieć się, że to ten szczep najbardziej udaje się naszemu gospodarzowi. Próbowaliśmy go później i cóż: nie jesteśmy chyba w stanie tego potwierdzić, bo wszystkie degustowane tam wina sprawiały nam równą i ogromną radość. Z której to radości obszerniejszą relację mamy nadzieję zdać wkrótce.

kolonics_pinceszet

6 Komentarzy Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s