Małokarpacki Winny Rower

dnia

małokarpatskie_12

Odwiedziny na Słowacji właściwie wynikły z tego, że jakoś trzeba było dojechać do zasadniczego celu naszej pielgrzymki, do Somló. O Małokarpackim Szlaku Winnym (Malokarpatska Vinna Cesta) słyszeliśmy jednak już dużo wcześniej jako o bodaj najważniejszym regionie winnym Słowacji. Musiało więc wypaść po drodze.

małokarpatskie_4

Ruszyliśmy ze stacji kolejowej (można powiedzieć, że to przystanek) w Zwardoniu i z małym wspomaganiem kolejowym na niezbyt przyjaznym rowerowo odcinku między Czadcą a Żyliną dotarliśmy w kilka dni do celu. Po Słowacji jeździ się kulturalnie i przyjemnie, kierowcy zachowują się bezpieczniej niż w Polsce. Dolina Wagu jest też niezwykle malownicza, a Trenczyn czy Trnawa po prostu nie mogą się nie podobać. Jeśli trzeba skorzystać z pociągu (nim też wracaliśmy z wycieczki), to okazuje się, że PKP we wszystkich swoich prawa handlowego postaciach wiele mogłoby się nauczyć od słowackich kolei pod kątem standardu usługi, jak i samego przewozu rowerów.

małokarpatskie_2

Kilkanaście kilometrów za Trnawą już się zaczyna. Mimo że przed nami doskonale widoczne są Małe Karpaty, to szczęśliwie niemal przez cały czas jest płasko. W ten sposób dojeżdżamy do bardzo malowniczej miejscowości: Modrej. Stwierdziliśmy, że tam, w winnicy Bohuslav, ulokujemy się na najbliższe dni, urządzając sobie małokarpacką bazę wypadową. Miejsca nie udało się znaleźć od razu, ale zdecydowanie było warto. Po pierwsze, wspaniały widok na Małe Karpaty, a trochę na nieodległe Pezinok i Bratysławę. Po drugie, naprawdę bardzo dobre warunki lokalowe. Po trzecie i najważniejsze: ludzie. Po czwarte i ściśle związane z trzecim: piwnica.

małokarpatskie_1

BeFunky Collage
Winnice prowadzi starsze, przesympatyczne małżeństwo. Może nie mówią po angielsku, ale degustowane z nimi wino rozwiązuje dość szybko ewentualne problemy. Wino może nie jest medalowe i wybitne, ale zupełnie nie tego potrzebujemy. No więc siedzimy w piwnicy, pan właściciel przynosi kolejne baniaki nie zawsze już gotowego wina, ze swadą opowiada o Słowakach, o Austriakach, o historii terenów, o dziadku Bohuslavie, od którego pochodzi imię winnicy… Zapewne opowiada fantastycznie, chociaż i tak niewiele z tego wszystkiego pamiętamy. Pani właścicielka równie serdeczna, chociaż powoli w jej oczach gości niewielki, ale jednak strach, bo coraz bardziej nie wiadomo, jak skończy się wieczór.

małokarpatskie_3

Następnego dnia planujemy objechać jak najwięcej winnic. Lekcja pierwsza: o śniadanie zadbaj we własnym zakresie. Ani w Modrej, ani w Pezinoku nie mają w zwyczaju serwować czegoś takiego. Ogólnie na Słowacji jest to raczej problem i prędzej w godzinach porannych dostaniemy alkoholowy koktajl czy inny drink niż porządne śniadanie. Posililiśmy się zatem hamburgerami w jakiejś mordowni w Pezinoku, który miastem jest po prostu okropnym. Uderzyliśmy w kierunku Limbach, w winnice podobno obfitującego. Lekcja druga: planując objazd po winnicach Malokarpatskiej Vinnej Cesty, umawiaj się. A jak się nie umawiasz, to przynajmniej nie przyjeżdżaj w weekend, bo wówczas nikogo nie zastaniesz (w Somló akurat byliśmy w tygodniu i tam reguła okazała się odwrotna: winiarze zjeżdżają tylko na weekendy). Pooglądaliśmy więc winnice od zewnątrz, pooglądaliśmy zamknięte do nich bramy wjazdowe i mocno wkurzeni pojechaliśmy do Svatego Juru, naiwnie licząc, że los w tej miejscowości się odmieni.

małokarpatskie_5

małokarpatskie_9

I odmienił się! Gdy porzucaliśmy resztki nadziei i sił (był wszak lipiec i temperatura dochodziła do 40 st.), na horyzoncie zamajaczyło ono. Vinocentrum! Miejsce idealne. W jednej ni to knajpce, ni to sklepie, skosztować można istotnej reprezentacji svatojurskich win, zagryzając lokalnym (pysznym!) serem kozim. Miejsce jest urządzone fantastycznie: ze smakiem, ale i osobliwie. Za ladą siedział bardzo sympatyczny Słowak, który nalewając nam, nalewał i sobie. Sobie zresztą nalewał więcej, pił szybciej i pod koniec naszej w przybytku wizyty naprawdę wyglądał na człowieka szczęśliwego i spełnionego. Po krótkiej, ale trudnej przejażdżce, Vinocentrum urosło w naszych oczach do rangi ideału i z perspektywy czasu możemy jedynie deklarację miłości potwierdzić.

małokarpatskie_7

Trzeba było jednak podjąć odpowiedzialną decyzję, bo jeszcze jeden kieliszek i przy tym upale nie byłoby mowy o jakiejkolwiek jeździe, choćby miał to być powrót do domu. Raczej polnymi drogami i nie zawsze od razu skutecznie, dotarliśmy do rzekomo największej atrakcji w okolicy, Slovenskiego Grobu. Miejscowość ma przede wszystkim słynąć z pysznej gęsiny. Oczywiście, wobec takiej reklamy nie pozostaliśmy obojętni. I cóż, gęsina na pewno była lepsza niż hamburgery zjedzone na śniadanie. Była też zdecydowanie droższa. Wszystko w klimacie nachalnej cepeliady adresowanej chyba do austriackich i może niemieckich turystów, do których zapewne adresowane są ceny. Nie żebyśmy z rajskiego Vinocentrum zeszli do gęsiego piekła, ale dysonans był duży.

małokarpatskie_15

Ostatni punkt wycieczki to Senkvice, w których zatrzymaliśmy się jeszcze na noc w drodze powrotnej z Węgier. Mieści się tam jedna z większych i podobno ważniejszych winnic regionu: Malokarpatska Perla. Odrzuciła jednak nasze konkury tego dnia (bo weekend), odrzuciła je również później, już w tygodniu. Oczywiście, nie obrażamy się, ale sobie to zapamiętamy. Same Senkvice mają swój urok, chociaż nie narzuca się on swoją łatwością. Społeczność jest tam raczej charakterna, ale bardzo miła; piwo w pubie i pizza w pizzerii smak mają niezapomniany, a i o okolicznościach spożywania pamiętać będziemy długo. Nie o piwie i pizzy jest to jednak blog.

małokarpatskie_11

Małokarpacki Szlak Winny na pewno może dostarczyć wielu bardzo pozytywnych wrażeń. Dla nas zaczęło się już w Trnawie, ale też widoki na Małe Karpaty ze wzgórza naszych gospodarze, sami gospodarze, Svaty Jur… No i przede wszystkim naprawdę przyzwoite wino (trochę trudniej piło się je po wizycie w Somló, ale po Somló nic nie jest już takie samo). Z kolei trudno Limbach, Pezinok czy Slovensky Grob traktować inaczej niż jako przejawy naszej może nie nieudolności, ale braku doświadczenia – na pewno.

małokarpatskie_13

Na pewno nie zobaczyliśmy wszystkiego, ale nie taka była też intencja. Zachowaliśmy sobie jeszcze kilka argumentów na rzecz powrotu, który prędzej czy później nastąpi, bo Malokarpatska to na pewno jasny punkt na winnej mapie.

małokarpatskie_14

2 Komentarze Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s