Tak trzeba pić

dnia

Vdovjak Furmint 2015

Matus Vdovjak to nasza tegoroczna miłość (drugą jest mieszkający po sąsiedzku Marian Takac). Nie dość, że robiąc słowacki Tokaj przyczynia się do bólu w wiadomej części ciała naszych braci od szabli i szklanki, to jeszcze robi to naprawdę bardzo świadomie i rewelacyjnie. No i naturalnie, jeśli to słowo w świecie win ma w ogóle jakieś znaczenie – za bardzo nie siarkując, nieprzesadnie filtrując i nie dodając do wina tych wszystkich rzeczy, o których i tak nie trzeba nas informować na etykiecie. O tych dwóch panach będzie jeszcze okazja napisać niejedno słowo, bo kupiliśmy u nich całkiem sporo flaszek, a i chętnie podzielimy się wrażeniami z rowerowej przejażdżki po słowackiej części Tokaju. Teraz natomiast czas na dość mocarną propozycję od Matusa – czyli Furmint z 2015 r.

Wino raczej nie należy do wysublimowanych i zwiewnych, a reprezentowany przez nie rodzaj elegancji i wyważenia musi się wiązać z delikatną nadwagą. Nam jednak posmakowało wybitnie i naprawdę daj Boże takie wina; a przede wszystkim daj jeszcze trochę takich butelek. Podoba się od pierwszego, ciemnożółtego, złocistego spojrzenia. W aromacie trąci istotnie beczką i taką tokajsko-węgierską, trochę zawiesistą dostojnością. Aromat i smak utrzymują się zresztą bardzo długo, nie pozwalając zapomnieć, że nie walczymy tutaj w wadze piórkowej. Wino istotnie wytrawne, ale też flirtuje ze stereotypowym rozumieniem win tokajskich. Oprócz beczki: mineralność i trochę też zioła. Może nawet ma w sobie coś ze wzmacnianego wina. Nam smakowało bardzo i dlatego oceniamy je na 92 (E.) i 94/100 (M.)

Trochę więcej szczegółów?

Mimo że wino podobno nie było filtrowane, to jednak jest całkiem klarowne, a jedynie gdzieś na powierzchni wygląda całkiem przyjemna zresztą dla oka „rzęsa”. Głębokie, ciemnożółte i bardzo intensywne. Aż kojarzy się z jesienią, która złociście mieni się w kieliszkach. Od razu widać, że nie jest to „tarasowe wino na upalne dni”.

Oprócz wspomnianej wyżej beczki, dość przysadzisty zapach wina kojarzy się też z beczką oraz – ponownie – jakimś jesiennym zmurszeniem. Do tego rodzi skojarzenia a acetonem – czy to wolna siarka?

Smak jest naprawdę przyjemny, a przy tym bardzo intensywny. Rodzi skojarzenia z klasycznym, tokajskim Furmintem (cokolwiek to znaczy, wszak wiemy dobrze, że szczep sam w sobie do charakternych nie należy). Bardzo wytrawne, ale też ekstraktywne, mocarne i z ciałem. Jednocześnie eleganckie: nie przytłacza. Sporo w nim beczki, sporo minerałów, trochę ziół i śladowe ilości owoców. Finiszem po prostu imponuje.

Metryczka

Kraj: Słowacja

Winnica: Matus Vdovjak

Szczep: Furmint

Rok: 2015

Zawartość alkoholu: nie wiadomo

Miejsce zakupu i cena: u źródła, 10 EUR (przy istotnej zniżce z uwagi na wielkość zakupu i chyba całkiem dobre relacje, jakie udało nam się zawiązać)

2 Komentarze Dodaj własny

  1. Pingback: Sabotaż z amfory

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s