Amfora i Koń

Furmint z amfory 2016
Vinarstvo u Kona

Dotychczas rok 2018 przyniósł nam jeden wyjazd na wino i aż dwie miłości. Pierwsza to Matus Vdovjak. Druga to jego dobry znajomy – Marian Takac, któremu nadano wdzięczne przezwisko „Koń”. Obaj panowie robią naprawdę świetne i ciekawe wina, czemu świadectwo będziemy starali się sukcesywnie dawać na blogu, a szerzej opiszemy ich działalność gdy skreślimy kilka słów o rowerowej przejażdżce po słowackim Tokaju. Tymczasem wytaczamy dość poważne działa z piwnicy Konia, odkorkowując dojrzewającego w gruzińskiej amforze, niefiltrowanego, naturalnego (choć Marian krzywi się na to słowo) Furminta.

Mamy tutaj wspaniałe, piękne wino. Herbaciana, bursztynowa barwa, przebogaty i intensywny aromat, a do tego bardzo złożony, wielowymiarowy smak, o którym naprawdę można długo dyskutować. A jednocześnie wino jest po prostu smaczne i doskonale broni się przy mniej rozgadanej degustacji. Trzeba jednak przyznać, że zwłaszcza niektóre nuty smakowe mogą trochę bulwersować czy zniechęcać tych, którzy do wina podchodzą trochę bardziej tradycjonalistycznie. Nam kojarzy się z dobrym, beztroskim, późnym latem na wsi. Jest przy tym niezwykle treściwe. Dla M. ma ono w sobie to coś, czego aktualnie w winach poszukuje, stąd ocena 98/100. Natomiast E. nie porwało ono bez końca, stąd trochę bardziej zachowawcze podejście i ocena 95/100.

Poniżej trochę dokładniejszy opis wrażeń.

Barwa wina jest intensywna i soczysta. Herbaciana, bursztynowa, brunatno-pomarańczowa. Wino jest mętne, niefiltrowane, co my akurat uważamy za jedną z większych zalet wizualnych (a także aromatycznych i smakowych).

Aromat jest tyleż bogaty, co trudny do zdefiniowania. Dzieje się tu naprawdę dużo, a skojarzenia są przede wszystkim jesienne, zmurszałe, trochę może kiszone jak w Martville (chociaż na zdecydowanie mniejszą skalę). Łączy też w sobie słodycz miodu gryczanego i ostrość pigwy. Jest też dość swojski, wiejski, ale wyłącznie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bardzo długo utrzymuje się w kieliszku po jego opróżnieniu. Można wąchać i wąchać…

Jeszcze więcej wrażeń dostarcza to wino w ustach. Fantastyczna faktura – wino jest pełne, gęste i bardzo treściwe. Trochę mineralne, trochę słone, trochę nawet taniczne. Istotnie wytrawne. Ale ma też w sobie to trudne-do-zdefiniowania-coś, co może zbliża je do smaku umami. Wino istotnie nieoczywiste, może niełatwe, ale dla nas zachwycające. To dla takich wrażeń pijamy wino.

Metryczka

Kraj: Słowacja

Winnica: u Kona

Szczep: Furmint

Rok: 2016

Miejsce zakupu i cena: u źródła, chyba 20 EUR

9 Komentarzy Dodaj własny

  1. Też się do Vdovjaka i Takaca wybieram 😉

    1. miewmach pisze:

      Koniecznie! Wspaniali są 🙂

  2. Pingback: Sabotaż z amfory

Odpowiedz na miewmach Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s